Po drodze obejrzelismy Jantar mantar - olbrzymie obserwatorium astronomiczne, kupilismy kilka drobiazgow, rozmawialismy z przypadkowo spotkanymi hindusami. Pozniej poszlismy do Palacu Wiatrow - miejscu gdzie zony maharadzy spedzaly swoje zycie, obserwujac zza rzezbionych koronkowych okienek zycie ulicy.
Kolejny przystanek - fort Nahargarh, ktory zdobylismy po 2km marszu w temperatuerze 40 C. W srodku nie znalezlismy zbyt wielu atrakcji historycznych - miejscowi zrobili sobie w miejscu dawnego zbiornika wody pitnej basen (napelniany monsunowa woda).
Po wycieczce, juz mocno zmeczeni udalismy sie do swiatyni malp (nazwa uzywana przez miejscowych, prawidlowa - swiatynia slonca). Jest to mala swiatynka, polozona na szczycie wzgorza, 2,5 km za miastem. Na szczyt idzie sie kamienna drozka, a wszedzie wokol biegaja stada dzikich malp. Probowaly nam zabierac torebki, plecaki, jedna z nich wskoczyla na Prostego. Na szczescie obylo sie bez strat.
Postanowilismy po raz pierszy wesprzec miejscowych zebrakow. Olga zrobila im zdjecie, w zamian oferujac jablka (jakos nie potrafimy sie przekonac do dawania pieniedzy). Kolejne dzieci zaskoczyly nas swoja prosba - kiedy odmowilismy im dania pieniedzy poprosily o... dlugopisy (europejskie!). Dlugopisy-reklamowki flukonazolu i augmentinu okazaly sie wielka atrakcja.
Chyba juz konczymy, idziemy spac. Jutro chcemy jechac do foru Amber (pojezdzic na sloniu!!). Po poludniu jedziemy autobusem do Pushkaru. W Jaipurze zobaczylismy juz wszystko co chcielismy, skracamy wiec nasz pobyt w tym miescie o 1 dzien.
K & S
Kolejny przystanek - fort Nahargarh, ktory zdobylismy po 2km marszu w temperatuerze 40 C. W srodku nie znalezlismy zbyt wielu atrakcji historycznych - miejscowi zrobili sobie w miejscu dawnego zbiornika wody pitnej basen (napelniany monsunowa woda).
Po wycieczce, juz mocno zmeczeni udalismy sie do swiatyni malp (nazwa uzywana przez miejscowych, prawidlowa - swiatynia slonca). Jest to mala swiatynka, polozona na szczycie wzgorza, 2,5 km za miastem. Na szczyt idzie sie kamienna drozka, a wszedzie wokol biegaja stada dzikich malp. Probowaly nam zabierac torebki, plecaki, jedna z nich wskoczyla na Prostego. Na szczescie obylo sie bez strat.
Postanowilismy po raz pierszy wesprzec miejscowych zebrakow. Olga zrobila im zdjecie, w zamian oferujac jablka (jakos nie potrafimy sie przekonac do dawania pieniedzy). Kolejne dzieci zaskoczyly nas swoja prosba - kiedy odmowilismy im dania pieniedzy poprosily o... dlugopisy (europejskie!). Dlugopisy-reklamowki flukonazolu i augmentinu okazaly sie wielka atrakcja.
Chyba juz konczymy, idziemy spac. Jutro chcemy jechac do foru Amber (pojezdzic na sloniu!!). Po poludniu jedziemy autobusem do Pushkaru. W Jaipurze zobaczylismy juz wszystko co chcielismy, skracamy wiec nasz pobyt w tym miescie o 1 dzien.
K & S
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz