Wczorajszy dzien do godziny 15.05 spedzilismy na zwiedzaniu fortu Amber – siedziby maharadzy mogolskiego wybudowanej w XVII w. Nastepnie, niestety tylko z daleka, moglismy podziwiac letnia rezydencje panujacego obecnie wladcy Rajastanu (funkcja zwyczajowa, ale przywileje pozostaly) – palace na wodzie. K. byla bardzo zawiedziona, poniewaz nie udalo sie nam pojezdzic na sloniach – ‘Sorry, elephant lunch time". Ale nic straconego ¾ wyprawy przed nami ;-) O 15.05 wsiedlismy do rzadowego autobusu do swietego miasta – Pushkar. Jest to jedno z 10 swietych miejsc hinduizmu i jedyne miejsce gdzie czcic mozna Brahne, jedno z wcielen Wiszny. W miescie znajduje sie przeszlo 400 swiatyn (przypominajacych w wiekszosci garaz z figurka z folii aluminiowej w srodku) oraz 52 gaty – miejsca rytualnych ablucji w lokalnym jeziorku z blotnista woda. Swiete krowy, malpy, wieworki sa oczywiscie wszedzie. Miasto ma 15 000 mieszkancow, wiec cale jest w zasiegu naszych wedrowek. Pozostaniemy tu kilka dni, zeby odpoczac od zgielku induskich metropolii. Niestety swietosc miasta narzuca pewne obostrzenia, przykladowo nie wolno tu spozywac miesa – wszystkie knajpy sa wegetarianskie!!!!- ani alkoholu. Bedziemy musieli to jakos wytrzymac;) K. jest bardzo dzielna, mozna powiedziec ze wbiegla dzisiaj w niecala godzine do swiatyni gorujacej nad miastem (350 m wys. wzglednej). Dzisiaj w planie mamy jeszcze basen :) Pozdrawiamy. S.
Wklejamy ta notatke dopiero teraz, bo we wczesniejszej kawiarence internetowej padlo lacze. Jestesmy juz po basenie, na ktorym stanowilysmy z Olga atrakcje turystyczna. Wszyscy hindusi z obslugi nagle przypomnieli sobie, ze trzeba przyciac kwiatki kolo basenu, zamiesc chodniki, posprzatac balkony itp.
Poniewaz dzisiaj malo wydalismy stwierdzilismy ze zaszalejemy na kolacji. Zamowilismy pizze, ktora okazala sie rownie droga co niedobra. Juz nie mozemy sie doczekac MIESA. Jeszcze tylko 1 dzien i wyjedziemy z tego wegetarianskiego miasta.
K.
Zdjecia dodamy jutro, nie chca sie zaladowac
Wklejamy ta notatke dopiero teraz, bo we wczesniejszej kawiarence internetowej padlo lacze. Jestesmy juz po basenie, na ktorym stanowilysmy z Olga atrakcje turystyczna. Wszyscy hindusi z obslugi nagle przypomnieli sobie, ze trzeba przyciac kwiatki kolo basenu, zamiesc chodniki, posprzatac balkony itp.
Poniewaz dzisiaj malo wydalismy stwierdzilismy ze zaszalejemy na kolacji. Zamowilismy pizze, ktora okazala sie rownie droga co niedobra. Juz nie mozemy sie doczekac MIESA. Jeszcze tylko 1 dzien i wyjedziemy z tego wegetarianskiego miasta.
K.
Zdjecia dodamy jutro, nie chca sie zaladowac
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz