Gdzie teraz jesteśmy?

wtorek, 14 września 2010

13 - 14.09.2010 - Pushkar, Jodhpur

Drugiego dnia w Puskarze udalismy sie na drugie z kolei swiete wzgorze. Zapomnielismy napisac, ze z Puskarem wiaze sie dosc ciekawa legenda. To wlasnie tutaj bog Brahma mial pojac za zone boginie Sawitri. Kiedy ta nie pojawila sie na uroczystosci rozzloszczony bog pojal za zone miejsacowa wiesniaczke - Gayatri. Niedoszla malzonka rzucila na Brahme klatwe - od tej pory mogl byc czczony tylko w Pushkarze.
Nad miastem gorouja dwa wzgorza - jedno z nich, wieksze, ktore widzielismy pierwszego dnia poswiecone jest Sawitri, miejsze - Gayatri.
Po wizycie w swiatyni udalismy sie na spacer po miescie, odwiedzajac swiatynie Brahmy, swiatynie sikhow (gdzie mily pan sikh tlumaczyl nam zasady ich religii). Wieczorem usiedlismy przy ghatach, swietych schodach i chyba zrozumielismy na czym polega klimat tego swietego miasta.
Nastepnego dnia rano (o 8:00) mielismy autobus do Jodhpuru - Niebieskiego miasta. Autobus zgodnie z tutejszym zwyczajem wyjechal o 9:00. Po drodze nie obylo sie bez niespodzianek - w pewnym momencie z wielkim hukiem autobus zatrzymal sie - z podwozia zwisal urwany tlumik.Po 45 min bezskutecznej naprawy przyjechal po nas autobus zastepczy. Tym sposobem ok. 16.00 (zamiast o 13.00) przybylismy do Jodhpuru.
Jodhpur, Niebieskie miasto,.przywital nas ulewnym deszczem, na ulicy samochody staly do polowy zanurzone  w wodzie. Zmeczeni znalezlismy tani nawet jak na Indie hostel, na calkiem przyzwoitym poziomie (czysto!). Po kolacji, niestety znow wegetarianskiej (nie moglismy znalezc knajpki z miesem, mimo ze w Jodhpurze nie obowiazuja zakazy religijne) pojechalismy do kina na film Bollywood.
Kino z gatunku nowoczesnych, z 2 (!) salami kinowymi, niestety brudne. Zamowilismy duzy popcorn i cole, przyzwyczajeni do polskich rozmiarow - tutaj najwiekszy popcorn jest mniejszy od naszego najmniejszego. Zjedlismy wszystko jeszcze przed rozpoczeciem seansu.
Sam film - z gatunku akcji byl niesamowicie dla nas zabawny. Cos jak Zorro, Desperados, Straznik Teksasu i Matrix w jednym. Troche dziwnie, bo smialismy sie w innych momentach niz cala sala. Kultura ogladania jest tutaj inna - ludzie w czasie seansu komentuja, rozmawiaja przez komorki, bija brawo. Zupelnie inne przezycie. Co do walorow artystycznych - byly one raczej watpliwe.
Dzisiaj rano poszlismy do fortu Mehrangarh. Wrazenie niesamowite. Wstep dosc drogi, ale w cenie kazdy dostaje audioguida, co bardzo ubarwia zwiedzanie. W forcie oglada sie nie tylko sale maharadzy, ale tez przedmioty codziennego uzytku. Chyba najlepiej jak do tej pory przygotowany dla turystow obiekt.
W drodze powrotnej zlapal nas ulewny deszcz, w jednej chiwli ulicami poplynela rzeka, czyszczac wszystko co pozostalo w rynsztoku. W tej chwili pada juz od 2 godzin, nie da sie wyjsc na zewnatrz. Mamy nadzieje, ze sie rozpogodzi, tymczasem idziemy na obiad.
K.

W sumie K. napisala wszystko. Ja podsumuje tylko wrazenie jakie wywarlo nas to miasto. Jak do tej pory to najbardziej europejskie z induskich miast. Znalezc mozna tu nawet normalne sklepy (nie stragany), ludzie sa przyjazniejsi, a na ulicach tak jkaby czysciej (moze ulewy zmywaja na bierzaco smieci). Jutro pokrecimy sie jeszcze po miescie, a wieczorem wsiadamy do pociagu do Agry. Pozdrawiamy!!
S.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz