Gdzie teraz jesteśmy?

poniedziałek, 27 września 2010

27.09.2010 - Kalkuta

Przedwczoraj (jeszcze w Varanasi) przez caly dzien wloczylismy sie po uliczkach starego miasta ogladajac stragany, fotografujac hindusow. Troche czasu spedzilismy tez na Ghatach, wczuwajac sie w klimat miasta. O 16 wrocilismy do hotelu, zamowilismy riksze i udalismy sie na dworzec, zatrzymujac sie po drodze w McDonaldzie :D To byla uczta (2 powiekszone zestawy Mc Chicken Maharadza !!!!). W koncu MIESO!!!! Jednak nie obylo sie bez przygod poprzedzajacych ucztowanie. Okazalo sie, ze przed wejsciem do McDonalda musimy zostawic wszystkie nasze bagaze w przechowywalni w budynku obok. Glodni i podirytowani poszlismy i grzeczenie oddalismy plecaki. W czasie drugiego podejscia bramki do wykrywania metalu zaczely dziko piszczec. I co - kontrola osobista!! W tym momencie glodne dziewczyny nie wytrzymaly... Such things are illegal in our country!!! We call police!!! Poddalismy sie kontroli i po 5 min opychalismy sie juz frytkami. McDonald wprowadzil nas w wspanialy nastroj, pierwszy raz od poczatku wyjazdu bylismy syci. Niestety dobre nastroje podupadly gdy dotarlismy na dworzec. Okazalo sie, ze nasz pociag odjezdza z 3 godzinnym opoznieniem (o 21 a nie o 18). Do 20 czekalismy w klimatyzowanej poczekalni dla turystow. Niestety po 20 zostala ona zamknieta i bylismy zmuszeni udac sie do publicznej poczekalni. Juz od drzwi odrzucal smrod moczu, a w srodku nie bylo miejsca nawet zeby stanac. Czekalismy wiec na peronie, nie do 21 a do 00.30, bo dopiero wtedy zapowiadany co 15 min jako "arriving" pociag raczyl sie wtoczyc na stacje. Mielismy wiec 4,5 h zeby podziwac wszelki metody podawania sobie srodkow narkotycznych (od dozylnej po wziena). Ogladalismy tez jak produkowana jest czysta woda w butelkach - zbierane butelkki sa napelniane woda kranowa, po czym obklejane tasma klejaca, tak aby wygladaly na swiezo pakowane. Gdy wsiedlismy do pociagu szybko przewiazalismy plecaki lancuchami i poszlismy spac. Do Kalkuty dojechalismy ostatecznie nie o 8.00 jak bylo planowane, a o 17.00, a na dodatek naszych wspoltoqwarzyszy podrozy - dwoch Szwedow okradziono z calej kasy i dokumentow. My mielismy tym razem szczescie.
Kalkuta wywarla na nas bardzo pozytywne wrazenie. To czyste (w standardach indyjskich miasto), zabudowa kolonialna (od czaso kolonialnych tez nie remontowana, ale daje falszywe poczucie bezpieczenstwa - nic nie wali sie na glowe), bardzo malo krow, a na ulicach przewazaja samochody, a nie riksze, rowery i zwierzecy inwentarz. Wczoraj bylismy na tyle zmeczeni po calonocnej opdrozy, ze po zmyciu z siebie grubej warstwy pociagowego brudu przeszlismy sie tylko po okolicy i wstapilismy do knajpki na kolacje. Knajpka nazywala sie 'grilled chicken" co powinno juz wiele mowic o menu ;D Jedzenie wysmienite.
Dzisiaj widzelismy Victoria Memorial (kompleks parkowy wybydowane przez Lorda Cruzona dla upamietnienia zwyciestwa kampanii indyjskiej), dom i grob Matki Teresy oraz Collage Street ( ulice na ktorej miesci sie najwiekszy targ ksiazek w Indiach). Wieczor spedzilismy na shoppingu w najwiekszym krytym targowisku swiata. Teraz juz tylko pakowanie i jutro o 8.35 lecimy na GOA !!!! Pozdrawiamy.
S.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz