Jak widac nasze plany ulegly zmianie - postanowlismy zamiast do Bundi, kolejnego Niebieskiego Miasta udac sie do Orchy.
Orcha to male miasteczko (8,5 tys. mieszkancow), zupelnie inne niz wszystkie widziane przez nas dotad. Sa tutaj olbrzymie kompleksy palacow i swiatyn zarosniete roslinnoscia, z sepami czakajacymi na padline. Widok jest lekko przerazajacy.
Wczoraj zaraz po ulokowaniu sie w hotelu poszlismy na "bezcelowy" spacer. Po drodze znlaezlismy mala swiatynke, w ktorej mnich pokazal nam obrzedy ku czci Durgi. Wyszlismy z czerwonymi znakami na czolach i o dziwo z taka sama iloscia pieniedzy z jaka weszlismy.
Pozniej poszlismy nad rzeke, gdzie jak sie okazalo odbywaly sie coroczne obchody ku czci Ganesha - boga slonia zapewniajacego pomyslnosc. Kazda rodzina przez 10 dni trzyma figure Ganesha w mieszkaniu, modli sie i prosi go o laske. 11 dnia figure (ok. 1,5 metrowa) prztystraja sie, pakuje na odkryte ciezarowki udekorowane kwiatami i kadzidlami, i wywozi nad rzeke. Tam wsrod spiewow i tancow figura jest wrzucana do rzeki. Oprocz tego wszyscy mezczyzni kapia sie w swietej rzece, co zapewnia im oczyszczenie z grzechow.
Mielismy szczescie, ze udalo nam sie trafic na ten festiwal. Nad rzeka spedzilismy 3 godziny obserwujac Hindusow, ktorzy byli bardzo przyjazni i chcieli nam wszystko wytlumaczyc. Zostalismy nawet "zmuszeni" do zjedzenia rytualnego posilku ku czci Ganesha (na szczescie obylo sie bez atrakcji) i obrzuceni rozowym proszkiem.
Dzisiaj obejrzelismy kompleks palacowy w Orcha, kilkanascie swiatyn. I faktycznie, tak jak napisano w przewodniku - "Orcha to miasto do ktorego trafia sie zazwyczaj przypadkiem i na krotko, a chce sie zostac dluzej". Szkoda, ze jutro musimy jechac dalej - do Khajurao
K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz