Gdzie teraz jesteśmy?

piątek, 1 lipca 2011

Bromo, Kavah Ijen

Dzisiejsza notka, bedzie krotsza, bo jestesmy na Bali, a Internet tutaj bardzo drogi (sprzedaje sie na minuty)
Ostatnie trzy dni byly bardzo intensywne. Po wyjezdzie z Yogyakarty ruszylismy busikiem w strone wulkanu Bromo. Do hotelu pod Bromo dotarlismy poznym wieczorem (bylo indonezyjskie swieto i korki). Oczywiscie nie obylo sie bez przygod - okazalo sie, ze nasz pokoj jest troche inny niz zamawiany (bez lazienki). Po krotkiej wymianie zdanie udalo nam sie uzyskac zwrot pieniedzy i dzieki temu jestesmy troche do przodu :)
Pobudka byla o godz. 3.30. Jeepami pojechalismy na punkt widokowy, moglismy podziwiac Bromo w promieniach wschodzacego slonca. Zdjecia jutro. Potem pojechalismy pod samo Bromo. Od ludzi w Yogyakarcie slyszelismy, ze Bromo jest aktywny i nie mozna wejsc nad sam krater z powodu toksycznych wyziewow. Okazalo sie jednak, ze byl to pierwszy dzien, kiedy mozna bylo podejsc pod sam szczyt. Nie oznaczalo to jednak, ze wulkan byl juz nieaktywny. Na zboczu obsypal nas pyl wulkaniczny, ktory wydobywal sie z Bromo. Bylismy cali czarni i czulismy sie troche jak ludzie w Pompejach. Pozostala czesc dnia spedzilismy w drodze na Ijen
Kiedy tam dotarlismy powoli sie scien\mnialo, zdazylismy tylko rzucic okiem na plantacje kawy (nasz hotel Arabica byl w centrum plantacji). Pobudka znow o 4, podroz na Ijen. Tam czekal nas 3 km marsz do wulkanu. Ijen to nieczynny wulkan, wykorzystywany jako "fabryka" siarki. Codziennie mezczyzni z okolicznych wiosek wchodza wglab stozka i na wlasnych plecach, w koszykach wynosza kawalki siarki. Jeden pakunek wazy ok. 80kg, pan dostaje za to ok. 600 rupii (czyli jakies 6 centow!!!). Kupilismy paczke papierosow i czestowalismy panow, ktorzy dzieki temu chetnie pozowali do zdjec (tak normalnie to chca pieniedzy). Po wejsciu do krateru uderza w nozdrza zapach siarki, bardzo drazniacy, na dnie krateru znajduje sie nieduze jezioro z kwasem siarkowym i goraca woda. Reszte dnia spedzilismy na przeprawie na Bali.
Obecnie jestesmy w Lovinie na Bali, jutro rano (znow pobudka przed 6!) plyniemy lodzia podziwiac delfiny.
K.

P.S. od S.
Ja chcialem dodac od siebie o Ijen. Jest to jedyne takie miejsce w skali swiatowej. Woda z jeziora (goraca i juz z tlenkami siarki) jest wpompowywana w szczeliny stozka wulkanicznego. Tam jest jeszcze bardziej ogrzewana i wyplukuje znajdujaca sie tam siarke, po czym systemem rur wyprowadzana jest na zewnatrz - woda osparowuje, siarka krystalizuje w postaci slicznych sopli. Siarka po wyniesieniu jej przez tragarzy z obrebnu wulkanu wedruje do pobliskiej cukrowni (robiacej cukier z trzciny cukrowej), gdzie jest opna uzywana do wybielania cukru. Smrod w kraterze byl straszny. Nawet milosnicy wody z krynicy (to do Taty), nie wytrzymaliby tam dlugo. Kaszel meczy nas praktycznie do teraz:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz