Gdzie teraz jesteśmy?

poniedziałek, 11 lipca 2011

Ubud, Senggigi, Gili

Kolejny dzien w Ubud uplynal nam na pieszych wycieczkach po okolicy. Przeszlismy pieszo prawie cale miasto szukajac pamiatek, podziwiajac architekture. Ubud to podobno typowe balijskie miasteczko. Kazdy dom tutaj wyglada jak male dzielo sztuki. Wedlug tradycji w kazdym domu znajduja sie 3 swiatynie - bogato rzezbione w kamieniu, w stylu hinduistycznym. Dodatkowo z powodu swieta po drodze co chwile zatrzymywaly nas dzieci, ktore w barwnych pochodach, przebrane w maski, chodzily od domu do domu proszac o slodycze. Po poludniu ruszylismy ku pobliskim polom ryzowym. Troche po drodze pobladzilismy, bo sciezki nie bylo na zadnej mapie, ale na szczescie udalo nam sie dotrzec na 7 do Ubud. O 7.30 czekala na nas atrakcja wieczoru - pokaz kecaka, czyli tradycyjnego tanca balijskiego. Pokaz, historia Ramayany, odbywal sie na terenie starej swiatyni hinduistycznej, specjalnie na ta okazje podswietlonej. Na schodach kolejno pokazywaly sie postaci w tradycyjnych maskach. Tanczyly w rytm skandowanych przez chor okolo 50 mezczyzn slow "kecak kecak". Tancu nie towarzyszyly dzwieki zadnych instrumentow. Bylismy oczarowani.Nastepnego dnia rano wynajelismy skutery i ruszylismy na zwiedzanie okolicy. Zobaczylismy dwie duze swiatynie hinduistyczne (nie wiem czy pisalam, ale Bali jest hinduistyczne, ze specjalna odmiana hindu, polaczona z animizmem) - taman ayun i luhur batukaru. W tej drugiej trwalo wciaz swieto i udalo nam sie uslyszec koncert tradycyjnej 'koscielnej' muzyki balijskiej. W drodze powrotnej przejchalismy wzdluz najpiekniejszych podobno na bali pol ryzowych. Faktycznie, robily wrazenie, oplacalo sie nawet zaplacic specjalny podatek drogowy (wies ma bardzo przedsiebiorczego soltysa). Wieczor spedzilsmy na zakupach pamiatkowych. Udalo nam sie wytargowac calkiem korzystne ceny :)Nastepnego dnia rano pojechalismy taksowka na przystan promow (Padangbai), zeby przedostac sie na wyspe Lombok. Troche bylo nam szkoda, zwlaszcza ze z przyjaznej atmosfery hinduskiego bali zostalismy nagle przeniesieni na muzulmanski lombok. Podroz promem minela szybko i juz bylismy na drugiej stronie ciesniny. Z lembar musielismy sie przedostac do oddalonej ok. 30 km senggigi. Oczywiscie juz na przystani opadli nas taksowkarze oferujac swoje uslugi w horendalnych cenach. Wystarczylo wyjsc 300m poza przystan, na normalny postoj zeby ceny spadly 6 krotnie.Do Senggigi dotarlismy poznym wieczorem, znalezlismy nocleg i przeszlismy sie po plazy. Przez przypadek weszlismy na teren ekskluzywnego hotelu, gdzie odbywalo sie przyjecie. Wyszukane potrawy, specjalna scena z prywatnym koncertem, kelnerzy w bialych ubraniach - slowem przyjecie jak dla milionera. Pod hotel podjezdzaly auta z przyciemnianymi szybami. Jak dowiedzilesmy sie po powrocie do miasteczka przyjecie bylo z okazji... Dnia Policjanta dla lokalnej policji. (niech zyje korupcja)Rano poplynalismy promem na malenkie wysepki Gili. Jest to miejsce z najpiekniejszymi plazami, bialym piaskiem. Z 3 wysp gili (trawangan, air, meno) my wybralismy najwieksza (czyli 2km dlugosci!) - trawangan. Lezymy na plazy i odpoczywamy, S. caly czas siedzi w wodzie. Jutro wybieramy sie lodka na snorkelling w okolicznych rafach. Dzis S. wypozyczyl kusze do lowiectwa podwodnego.Pojutrze czeka nas blisko 24godzinna podroz do labuanbajo na chrzescijanskiej tym razem wyspie Flores. I warany z komodo. Nie martwcie sie o nas, odezwiemy sie z labuanbajo, tutaj bardzo ciezko o internet. Ta wiadomosc napisalam na komorce! P.S. od S.Rafa w okolicach Gili uchodzi za jedna z najpiekniejszych w Indonezji, a jej dodatkowa atrakcja sa zolwie morskie. Wygladaja czarujaco szybujac nad rafa i co pewien czas skubiac miekkie korale. Udalo mi sie tez wypatrzec ok 1m rekina i kilka matw. Kusze owszem pozyczylem, ale niestety pogoda pokrzyzowala mi plany - silny wiatra i prady + duze fale, w wodzie bylem moze 30 min.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz