Ostatni dzien na Gili rowniez uplynal nam na blogim lenistwie. Wybralismy sie na zorganizowana wycieczke lodka po najpiekniejszych w okolicy rafach koralowych. Caly dzien uplynal nam na nurkowaniu I zwiedzaniu pozostalych wysp Gili – Air i Meno.
Wieczorem poszlismy na pyszna kolacje z owocow morza I szybko wrocilismy do lozek, bo czekala nas 26 godzinna podroz do Labuanbajo na Flores. (Jak sie potem okqazalo znacznie dluzsza, ale po kolei).
Rano, o 8 czekalismy juz na prom, ktory zabral nas na brzeg Lomboku. Tam spotkalismy pana, u ktorego wykupilismy transport (ostatnim razem organizujac wszystko sami zaoszczedzilismy jakies 6 zl od glowy, a stresu bylo sporo, wiec tym razem poszlismy na latwizne). Zawiozl nas lokalnym busikiem do Mataram, gdzie czekalismy ok. 4 godziny na podobno “swiatowej klasy autobus”, ktorym mielismy jechac w alsza droge. W Mataram umilalismy sobie czekanie zwiedzaniem lokalnego targu owocowo-warzywno-przyprawowo-rybnego I konwersacjami z rubylcami, ktorzy jak zwykle starali sie od nas wyciagnac pieniadze. Kazali nam zaplacic za rzekomy nadbagaz, odczepili sie dopiero, kiedy zarzadalismy wagi do zwazenia tego nadbagazu.
Autobus faktycznie by swiatowej klasy – z koimatyzacja I toaleta. Co z tego, kiedy tuz za nami ulokowano 2 kartonowe pudla – jedno z zywym kogutem, drugie z kurczetami, w przejsciu siedzialo kilkunastu tubylcow na plastikowych siedziskach, a pod nogami huczal wielki glosnik basowy. A myslelismy, ze odpoczniemy od pobudek o 4 nad ranem…
Po drodze z kilku przygod wymienie tylko, ze zlapailismy gume gdzies nad ranem, prom spoznil sie godzine, nasz autobus nie mogl wjechac na prom, bo ten zaczepil sie podwoziem. Kiedy nad ranem przesiedlismy sie do lokalnego bemo (busika) bylismy juz wyczerpani (dodam, zemielismy juz wtedy ok. 5 godz opoznienia) Nie byl to jednak koniec przygod. Pan kierowca zarzadal od nas po 20000 rupii za to, ze berzie jechal szybko I zdarzymy na prom. Wysmialismy go.
Skonczylo sie tak, ze na miejscu bylismy ok. 9.10, w oddali widzielismy odplywajacy prom (ktory odplynal tylko z 1 godz. opoznieniem). Okazalo sie, ze promy plwyaja tylko raz na dobe (bo odcinek 40km plynie sie 9 godzin). Zostalismy wiec uwiezini w dziurze na koncu swiata, gdzie jest tylko 1 maly hostelik I 1 lokalna knajpa, nudzimy sie jak mopsy I czekamy na jutrzejszy prom do Labuanbajo. I tam rozstrzygna sie nasze dalsze plany…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz